PremiumPlaza

Wycieczka z duchami

Wycieczki po Polsce
(fot.wikipedia "Ruiny zakmu - Borysławice")
Tym razem coś dla wycieczkowiczów o stalowych nerwach – zapraszamy Państwa na wędrówkę szlakiem duchów i upiorów zamieszkujących zamki Wielkopolski. Odwiedzimy zamki w Besiekierach, Borysławicach Zamkowych, Koninie, Kórniku, Jeziorze Góreckim, Szamotułach i Gołańczy.

Ekspansja państwa Polan w X wieku sprawiła, że pierwotne terytorium plemienne Polan, początkowo określane jako Polonia, później zaczęto nazywać Polonia Maior (w odróżnieniu od Polonia Minor – Małopolski). Pierwszym, który w zachowanych dokumentach użył nazwy "Wielkopolska" (Polonia Maior), był Maciej z Lubinia, benedyktyn z klasztoru w Lubiniu i notariusz księcia kaliskiego Bolesława Pobożnego, który wymienił nazwę "Wielkopolska" w dokumencie z 15 czerwca 1257 r.

Pierwsze ślady bytności ludzi na terenie dzisiejszej Wielkopolski pochodzą sprzed około 11 tysięcy lat p.n.e. z okolic Wschowy. Są to groty oraz ostrza łowców reniferów reprezentujących kultura ahrensburską. Prawdopodobnie ludzie ci, trudniący się łowiectwem, zbieractwem i rybołówstwem przebywali na terenach Wielkopolski jedynie w sezonie letnim, zaś zimą wędrując na południe. Około tysiąca lat później pojawili się przedstawiciele innej zbieracko-łowieckiej kultury łowców reniferów zwanej świderską.

Więcej

Około roku 125 p.n.e. pod wpływem kultury przemieszczających się przez Kujawy i Śląsk Celtów oraz wpływów rzymskich wykształciła się w dorzeczu Warty i Wisły kultura przeworska.

Kolejne wieki kształtuje istnienie szlaku bursztynowego łączącego Rzym z południowym Bałtykiem. Docierały nim, głównie do wschodniej Wielkopolski, wpływy Rzymskie. W III i w. p.n.e. ze wschodu na zachód przez południową Wielkopolskę i Kujawy wędrowali Celtowie zaś z północy na południe wzdłuż szlaku bursztynowego różne plemiona germańskie (Skirowie i Bastarnowie w III w. p.n.e., Goci i Gepidowie oraz Burgundowie w III w. n.e.).

Handel zamarł w V wieku, kiedy to trwały najazdy Hunów. Wówczas ziemie Wielkopolski zdominował system drobnoplemienny. Obszar Wielkopolski zamieszkiwały już wówczas wg niektórych historyków najprawdopodobniej plemiona słowiańskie takie jak Serbów. W VIII wieku Serbowie przenieśli się na zachód, nad Łabę, a dorzecze Warty zajął zachodni odłam Polan. Z nimi wiąże się powstanie nowego grodu na Ostrowie Tumskim, Gnieźnie, Ostrowie Lednickim czy Gieczu. Na początku X wieku władzę nad grodami plemiennymi Polan przejęli Piastowie.

Wielkopolska stanowiła centrum polityczne kraju do 1031 roku, gdy region spustoszyła reakcja pogańska oraz najazd Brzetysława I w 1038 roku.

W XIII wieku nastąpiła silna ekspansja Brandenburczyków na zachodnie granice Wielkopolski. Zajęli oni Ziemię Lubuską oraz kasztelanię santocką. Jednocześnie zajęli tereny na pograniczu Wielkopolski i Pomorza Zachodniego. W wyniku tych działań powstała Nowa Marchia. Silna polityka kolonizacyjna powiązana z tworzeniem nowych miast (np. Landsberg – dzisiejszy Gorzów Wlkp.) i osad wiejskich, doprowadziła z czasem do całkowitej germanizacji zajętych terenów.

Wycieczki po Polsce
(fot.wikipedia "Ruiny zamku - Besiekiery")
Właśnie w  czasie średniowiecza powstawały na ziemiach Wielkopolski zamki, które są celem naszej wycieczki.

Zaczynamy od zamku w Besiekierach, które co prawda terytorialnie należą do województwa łódzkiego, ale historycznie powiązane są za zamkami wielkopolskimi. Wieś położona jest około 3 km na północ od Grabowa i 23 km na północny-zachód od Łęczycy. Osada jest tak mała, że pomijają ją niektóre mapy. Jadąc z Łęczycy należy przejechać przez Grabów, by przy wyjeździe z miasteczka skręcić w prawo, i na następnym skrzyżowaniu ponownie w prawo - zgodnie ze wskazaniem drogowskazu. Ruiny znajdują się w północno-zachodnim krańcu wioski, prowadzi do nich wąska asfaltowa droga.

Zamek zapewne zbudował na przełomie XV i XVI stulecia jeden ze stolników brzeskich Mikołaj Sokołowski z Wrzącej albo Wojciech Sokołowski. Ok. 1600 roku potomek fundatorów Krzysztof Sokołowski sprzedał warownię bratankowi króla Stefana, kardynałowi, także biskupowi warmińskiemu Andrzejowi Batoremu. Po śmierci Andrzeja na zamku zamieszkała Zofia Batorówna i Jerzy Rakoczy.

Więcej

Po drugiej wojnie światowej w 1963 i 1971 na terenie zamku prowadzono badania archeologiczne łączone z jego zabezpieczeniem w formie trwałej ruiny.

Obronna siedziba Sokołowskich zbudowana została na otoczonym wodami sztucznie wykopanego stawu niewielkim kopcu. Gotycki zamek wzniesiono na planie niezbyt regularnego czworoboku (38x40 metrów) z cegły, na fundamencie z kamieni eratycznych, przy czym pierwotnie mury sięgały bezpośrednio do wody. W skład założenia wchodził mur obwodowy, wysadzany przed kurtynę południową i ulokowany na jej osi budynek bramny na planie kwadratu oraz wypełniający kurtynę północną duży dom mieszkalny. O znacznych walorach rezydencjalnych warowni świadczy wielkość owego domu, który przy szerokości 13 metrów na dwóch lub trzech mieszkalnych piętrach miał co najmniej osiem sporych rozmiarów izb.

Więcej

Z zamkiem związana jest stara legenda o Białej Damie, która choć na stałe zamieszkuje w pobliskich Borysławicach Zamkowych, to przed różnymi ważnymi wydarzeniami pojawia się w Besiekierach. Można wówczas zaobserwować jej cień w pustym oczodole okiennym wieży bramnej, skąd spływa w dół i wędruje wzdłuż resztek murów zamkowych, niknąc nagle tak, jak się pojawiła. Przypuszcza się, że Białą Damą jest duch córki Szczawińskich, która nie chciała wyjść za mąż za wybranego przez rodziców kandydata, gdyż serce swe oddała innemu. Za karę przewieziono ją do zamku w Borysławicach Zamkowych i uwięziono w wieży bramnej. Próba ucieczki przez okno za pomocą sznura zakończyła się dla panny tragicznie i odtąd jej zjawa snuje się w oczekiwaniu na swego wybawcę.

Z nazwą warowni wiąże się z kolei legenda o rycerzu, który założył się z diabłem Borutą z pobliskiej Łęczycy, że zbuduje od podstaw zamek, nie korzystając przy tym z siekiery. Tak też zrobił, nie wiedział jednak, że jeden z robotników pracujących dla niego nazywa się Siekierka. Rycerz więc zakład przegrał i stracił duszę oraz zamek, który nazwano następnie Besiekierami. W rzeczywistości istnieje hipoteza, iż nazwa Besiekiery wywodzi się od słowa nordyckiego Besekr, oznaczającego człowieka w skórze, niedźwiedzia. Sugeruje ona, że we wczesnym średniowieczu stacjonowali tu Wikingowie (w nieodległym Lutomiersku odkryto masowy grób wojowników skandynawskich).

Więcej

W związku z prowadzonym przez gminę Grabów programem działań konserwatorskich na etapie realizacji jest także odbudowa fosy zamkowej poprzez skierowanie koryta rzeki Orłówki wokół ruin, odmulenie zbiornika oraz jego pogłębienie. W kolejnych etapach planuje się zagospodarowanie terenu w bezpośrednim sąsiedztwie zamku przez utworzenie kąpielisk i trasy spacerowej, uporządkowanie dziedzińca, wzmocnienie pozostałych murów, budowę pomostu, a w dalszej przyszłości założenie parkingu i stworzenie podstawowej bazy noclegowo-gastronomicznej. Zamek zwiedza się we własnym zakresie - wstęp wolny.

Opuszczamy Besiekiery i udajemy się za duchem Białej Damy do Borysławic Zamkowych. Wieś Borysławice leży przy drodze Warszawa-Poznań, kilka kilometrów na zachód od Kłodawy. Kierując się trasą warszawską od strony wspomnianej Kłodawy na wysokości stojącego po lewej stronie drewnianego kościółka należy skręcić w jego kierunku (tam rozpoczynają się Borysławice Kościelne), a następnie kilkaset metrów dalej skręcić w odbijającą tym razem w prawo drogę gruntową, która zaprowadzi nas prosto do ruin. Zimą są one widoczne już z daleka i wtedy z trafieniem nie powinno być żadnych problemów, latem natomiast całość skrywa się za wianuszkiem kasztanowców, przez co może być mało widoczna z dalszej odległości. Do pokonania mamy około 20 kilometrów.

Budowę murowanego zameczku w Borysławicach zawdzięczamy osobie Wojciecha Jastrzębca (ok. 1362-1436), dworzanina królowej Jadwigi, biskupa poznańskiego, krakowskiego i arcybiskupa gnieźnieńskiego, a także kanclerza wielkiego koronnego, który jako przedstawiciel strony polskiej podczas rokowań z Zakonem Krzyżackim popełnił szereg poważnych błędów, za które w 1420 roku dopadł go ostracyzm ze strony polskiej szlachty i króla. Zapewne wydarzenie to przyspieszyło decyzję biskupa o budowie własnej fortyfikacji, gdzie w razie konieczności mógłby w miarę bezpiecznie odpierać gniew swych przeciwników politycznych. Prace przy wznoszeniu warowni przypuszczalnie ruszyły jeszcze w latach 20-ych XV wieku, zaś z roku 1426 pochodzi wzmianka o kaplicy zamkowej, co sugerowałoby, że budowa miała się ku końcowi; być może nawet obiekt był już wtedy zamieszkany. Ogromne dochody Jastrzębca płynące z uposażenia arcybiskupstwa pozwoliły mu podczas 40-letniej kariery zawodowej na stworzenie rozległego, jak na omawiane czasy, imperium finansowego szacowanego w samych tylko kosztownościach na ponad 40 tys. grzywien, tj. równowartość 8 ton srebra. Część tego majątku w postaci pieniędzy, złotych ozdób, kamieni szlachetnych, naczyń liturgicznych i kosztownej zbroi ukrył nasz skromny biskup w Borysławicach, skąd skradzione mu one wkrótce zostały przez jego stryjecznego wnuka Dziersława z Rytwian.

Więcej

Z borysławickim zamkiem związane są niesamowite opowieści o duchach pojawiających się w jego ruinach. Popularną bohaterką jest dziewica w białych szmatach, która nocami snuje się po cichutku pośród resztek murów, jakby czegoś lub kogoś szukała. Nie pojawia się ona jednak każdej nocy, a jedynie przed ważnymi wydarzeniami. W okolicy łączą ją z sąsiednią warownią w Besiekierach, należącą przed laty do Szczawińskich. Zjawa za życia była ich córką, która nie chciała wyjść za narzuconego jej adoratora, gdyż oddała serce innemu, i zgodnie ze starym zwyczajem miała za karę sczeznąć w wieży - za nieposłuszeństwo wywiezioną ją więc do Borysławic Zamkowych i uwięziono na najwyższym piętrze baszty bramnej. Przed zsyłką panna zdążyła powiadomić o karze ukochanego, który zorganizował pomoc. Przez przekupionego strażnika przemycił do jej celi sznur, po którym nieszczęsna bohaterka musiała zsunąć się z okna po murze. Sznur był jednak źle przywiązany i dziewczyna spadła ponosząc śmierć na miejscu. Mówią, że do tej pory czeka na swego wybawcę...

Więcej

Do dzisiaj przetrwały niezwykle malownicze ruiny budynku mieszkalnego ze śladami sklepień oraz wieżyczką, wieży bramnej z przedbramiem, fragmenty murów obwodowych oraz zarys fortyfikacji ziemnych. Ruiny borysławickiego zamku ładnie kontrastują z zielenią rosnących wokół kasztanowców.

Relikt znajduje się obecnie w rękach prywatnych, o czym informuje nas stosowna tabliczka i...elektryczny pastuch dla bydła ku przestrodze niezdyscyplinowanych. Podobno za opłatą (w pobliskim gospodarstwie) można wejść na wyspę i go zwiedzić, ale jest to informacja niepotwierdzona.

Opuszczamy Borysławice i udajemy się do Konina. Jedziemy drogą nr 2 na Poznań, do przejechania mamy 44 kilometry. Zamek położony jest w północnej części miasta nad jeziorem Gosławskim, na terenie skansenu budownictwa wiejskiego (wiatraki, kuźnia, stodoła). W pobliżu znajduje się elektrownia i ogromna huta aluminium. Wyjeżdżając z centrum należy wziąć kurs na Bydgoszcz/Toruń, a następnie na wysokości bramy prowadzącej do elektrowni skręcić w lewo (jest drogowskaz z napisem "muzeum").

Budowę zamku w Gosławicach rozpoczęto około roku 1418 na życzenie poznańskiego biskupa Andrzeja Łaskarza, który już wtedy czuł się Europejczykiem i na wzorzec swoich kolegów z Zachodu też chciał posiadać solidną murowaną siedzibę. Była to typowa nizinna rezydencja feudalna, przystosowana do obrony przy użyciu broni palnej, niemalże bliźniacza do tej, jaką kilka lat później wzniósł w pobliskich Borysławicach biskup Wojciech Jastrzębiec. Aż do schyłku XVIII wieku historia warowni nie jest bliżej znana. W 1772 roku obiekt stał się własnością Jadwigi Łąckiej i wtedy już jego kondycja nie była najlepsza. Po przejęciu majątku przez Kwileckich na początku XIX wieku został on częściowo rozebrany i wszedł w skład zabudowy folwarku. Przywrócony do życia po odbudowie w latach 80-ych XX wieku zamek pełni obecnie funkcje muzealne.

Więcej

Po rekonstrukcji w skład zabytkowego zespołu obronnego wchodzą: mur obwodowy oraz dwa bielone piętrowe budynki o stromych dwuspadowych dachach, ustawione wobec siebie równolegle, połączone niższym skrzydłem zamykającym dziedziniec od strony południowej. We wnętrzach urządzono ekspozycję muzealną (malarstwo polskie, fotografie, biżuteria, lampy naftowe), a na zewnątrz wystawiono stare żydowskie płyty nagrobne i kule armatnie.

Zamek w Gosławicach, tak jak każda stara siedziba ma swojego ducha, swoją legendę. W latach 1757-1764 ducha zmarłego wiele lat wcześniej domniemanego właściciela Gosławic Konstantego Lubrańskiego widziało kilku gości zamkowych oraz miejscowy proboszcz Andrzej Liszkowski. Temu ostatniemu duch ukazał się pierwszy raz na drodze do Lichenia, a później kilka razy na plebanii. Duch Konstantego Lubrańskiego wyjaśnił, że pokutuje za krzywdy, które wyrządził mansjonarzom gosławickim. Pozbawił ich dochodów, ziemi, ogrodów, domu, który kazał wyburzyć. Życie strawił na hulankach. Po śmierci pojawiał się w towarzystwie diabłów i swoich kompanów oraz sukcesorów, którzy nie naprawili szkód wyrządzonych mansjonarzom. Za karę dosiadał smoka z łbem wieprza zionącym ogniem na najeżonym ognistymi kolcami siodle. Sprawą zjawy zajęła się specjalna komisja powołana przez arcybiskupa gnieźnieńskiego, która w 1765 roku nie odrzuciła możliwości ukazywania się ducha.

Wycieczki po Polsce
(fot. Monika Mężyńska "Zamek w Kórniku")
Czy duch Konstantego Lubrańskiego jeszcze pojawia się w zamku? Słyszano, że straszył robotników zatrudnionych przy rewaloryzacji zamku.

Kolejny punkt na trasie naszej wycieczki to zamek w Kórniku. Do pokonania mamy około 100 kilometrów. Kórnik położony jest 20 km na południowy wschód od Poznania, przy trasie Poznań-Katowice. Jadąc od strony Poznania należy przejechać prosto przez całe miasto, minąć rynek z ratuszem, a za nimi zjechać z głównej drogi na wprost, gdzie mieści się wjazd na płatny parking przed zamkiem. Tańszą opcją pozostaje strzeżony parking po drugiej stronie ulicy, lub całkiem darmowy - na położonym w odległości 300 m od zamku rynku.

W otoczeniu rozległego zabytkowego parku stoi romantyczna rezydencja, wzniesiona na korzeniu późnośredniowiecznego zamku rycerskiego. Pierwotny zespół obronny w Kórniku zbudowano prawdopodobnie w trzeciej ćwierci XIV wieku z fundacji Wyszoty, brata biskupa poznańskiego Mikołaja. Początkowo było to ceglane założenie postawione na kamiennych fundamentach i usytuowane na odseparowanym fosą ziemnym kopcu. Miało ono formę nieregularnego czworoboku z ulokowaną w północno-wschodnim jego narożniku cylindryczną wieżą główną o średnicy ok. 8 metrów oraz dwukondygnacyjnym budynkiem mieszkalnym o wymiarach 9x10 metrów. Wjazd do zamku prowadził od strony północnej i poprzedzony był czworobocznym budynkiem bramnym. Pierwsza potwierdzona źródłowo informacja o warowni pochodzi z roku 1426.

Więcej

W XVI wieku przystąpiono do kolejnej przebudowy, a dokonał jej upośledzony przez los, niski i garbaty wojewoda poznański Stanisław Górka, który otrzymał Kórnik w roku 1552. Za życia swego najstarszego brata Łukasza trzymał się on z dala od wielkiej polityki i koncentrując własne wysiłki na modernizacji zamku, uczynił z niego rezydencję godną magnata Polski Jagiellonów. Miejsce dotychczasowych budynków zajęła powstała w rezultacie ich połączenia trzykondygnacyjna siedziba, w której przyziemiu znajdowały się pomieszczenia gospodarcze, na pierwszym piętrze pokoje mieszkalne o reprezentacyjnym charakterze, na drugim zaś - komnaty gościnne i dla dworzan. Gotycka wieża przeznaczona została na skarbiec i arsenał.

Więcej

Po śmierci Górki w 1592 roku Kórnik stał się własnością jego siostrzeńców Nałęczów Czarnkowskich, a w okresie 1610-76 należał do Grzymalitów Grudzińskich. Jeden z przedstawicieli rodu, Adam Sędziwój, wojewoda łęczycki i starosta generalny wielkopolski, bliski współpracownik Zygmunta III, gościł tego króla na zamku w roku 1623. Wynika stąd, że stara rezydencja Górków znajdowała się wówczas w nienajgorszym stanie. Z czasem jednak jej prestiż i kondycja podupadły, bowiem kolejni panowie posiadali własne dobra rodowe i kórnicka warownia miała dla nich wartość drugorzędną. Wiek XVII nie był łaskawy ani dla Polski, ani dla zamku, który ucierpiał szczególnie poważnie podczas Potopu 1655-60, kiedy stacjonowały tam sojusznicze Szwedom wojska elektora brandenburskiego, wiarołomnego lennika Rzeczypospolitej.

Sytuacja uległa poprawie po przejęciu dóbr przez Działyńskich w 1676 roku, a szczególnie po objęciu majątku przez Teofilę z Działyńskich Szołdrską-Potulicką. Zadbała ona o klucz kórnicki, gdzie sprowadziła osadników, zamek zaś uczyniła prawdziwie pańską rezydencją. W tym celu zleciła przebudowę zewnętrznej szaty gmachu, do którego dobudowano od frontu dwa ryzality z ozdobnymi, kopulastymi dachami oraz flankowany figurami ozdobny szczyt. Po bokach dziedzińca wzniesiono dwie oficyny, podkreślające nowy, barokowy styl założenia. Przekształcono również usytuowany na południe od pałacu XVI-wieczny ogród włoski - jego miejsce zajął teraz modny park w stylu francuskim.

Urodzona w 1711, gospodyni zamku kórnickiego w latach 1725-90, była córką Zygmunta Działyńskiego i Teresy Tarłówny. Osierocona w wieku 11 lat szybko usamodzielniła się, co niewątpliwie wpłynęło na jej dominujący charakter i stanowczość w podejmowaniu decyzji gospodarczych i osobistych w późniejszym okresie swojego życia. Po dwóch nieudanych związkach małżeńskich - jej pierwszy mąż Stefan Szołdrski zmarł pięć lat po ślubie, drugie małżeństwo z Aleksandrem Potulickim skończyło się rozwodem - postanowiła żyć samotnie, siły koncentrując na swych ogromnych dobrach rozsianych po okolicy. Nie mogąc liczyć na mężów i ich rodziny, w czasach ogólnego upadku gospodarczego Polski samodzielnie doprowadziła Kórnik i pobliski Bnin do rozkwitu. Osiągnęła to m.in. sprowadzając do miasta protestanckich kolonistów niemieckich oraz popierając Żydów, co naraziło ją na zarzut wspierania innowierców.

W 1740 pańszczyznę i daniny w naturze w swoim majątku zastąpiła czynszami dzierżawnymi. Budowała jazy i tamy na jeziorze Kórnickim, nowe drogi, wiatraki i młyny. Wiele rodzin szlacheckich prosiło Teofilę o przyjęcie dzieci na naukę, a zbiegli z obcych wsi chłopi szukali schronienia w należących do niej majątkach. Teofila żywo interesowała się również sztuką, co wpłynęło na decyzję o przebudowie kórnickiej rezydencji w typie entre cour et jardin i przylegającego do niej ogrodu, w którym postawiono wodotryski, ptaszarnie i oranżerie.

Teofila z Działyńskich Potulicka zmarła 26 listopada 1790 i została pochowana w krypcie kościoła w Kórniku. Już za życia krążyły o niej plotki, że utrzymywała niemoralne stosunki z mężczyznami, w tym z lokalnym proboszczem katolickim i pastorem luterańskim z Bnina. Po śmierci stała się bohaterką legend, być może dzięki wiszącemu w Sali Herbowej zamku portretowi w białej sukni pędzla zapewne Antoine'a Pesne'a. W XIX wieku wśród okolicznej ludności zaczęto opowiadać, że krótko przed północą Teofila schodzi z obrazu i przechodzi na taras zamkowy. Stąd o północy zabiera ją na przejażdżkę po parku rycerz na karym koniu. Oboje krążą po parkowych alejkach, by z pianiem pierwszego kura rozstać się. Rycerz znika, a dama powraca na płótno do Sali Herbowej. Prawdopodobnie legenda o "Białej Damie" wzięła początek z częstych wieczornych spacerów Teofili. Cierpiała ona na uciążliwą migrenę i aby ulżyć swoim dolegliwościom chętnie spędzała czas w założonym przez siebie parku. Powodem, dla którego Teofila wciąż krąży pomiędzy ludźmi, ma być następująca historia:

Nie opodal zamku kórnickiego znajdował się średniowieczny zameczek myśliwski, w podziemiach którego zostały podobno ukryte ogromne bogactwa, przez ostatnich jego właścicieli - rodzinę Górków. Skarby te przejęły we władanie złe duchy, nie pozwalając nikomu do nich dotrzeć. Znana ze swojej gospodarności i dbałości o okoliczną ludność, Teofila rozkazała rozebrać ruiny zameczku aż do fundamentów. Mieszkańcy Kórnika z uzyskanej cegły mogli postawić w swoich domach murowane kominy, zabezpieczające domostwa przed pożarami. Złe moce zemściły się za to na Teofili każąc ją, błądzeniem po parku do czasu gdy odkryte zostaną stare skarby Górków. Wówczas dopiero straci władzę nad Teofilą moc diabelska.

Pod koniec XVIII i na początku XIX wieku obiekt uległ ponownemu zaniedbaniu, ale w latach 1824-25 na zamku przeprowadzono podstawowe naprawy i rok później zamieszkał tam Tytus Działyński. Rozmiłowany w przeszłości ojczystej arystokrata postanowił przekształcić swoją nową rezydencję w stylu neogotyckim, miał przy tym romantyczną wizję przypominającej dawne wieki siedziby, ze zbrojownią, pomieszczeniami bibliotecznymi, udekorowaną herbami rodów polskich oraz litewskich.

W rezultacie kolejnej przebudowy, ciągnącej się do 1861 roku, obiekt utracił uzyskany w XVIII stuleciu charakter baroku, otrzymał zaś wygląd romantycznej budowli w stylu gotyku angielskiego z reminescencjami architektury orientalnej. Sylwetę zamku podwyższono o jedną kondygnację i zwieńczono krenelażem. W jego bryłę wkomponowano loggie, wieżyczki i wykusze, a dominantą stała się wysoka ceglana wieża z blankami i smukłą wieżyczką, wznoszącą się ponad nią. Przed fasadą frontową postawiono dobudówkę zwaną babińcem (rozebraną ze względu na pękające mury w roku 1937), nawiązującą formą do barbakanu. Od południa ulokowano na narożnikach dwie prostokątne wieże, a w środku flankowany dwiema smukłymi wieżyczkami szeroki ryzalit, przepruty monumentalną, ostrołukową arkadą, nadającą tej części budynku nieco egzotyczny charakter. W rozplanowaniu wnętrza największym zmianom uległa sień, dzieląca budynek wzdłuż osi poprzecznej. Przepierzono ją ścianą, uzyskując od strony południowej nową komnatę. Pozostałą część sieni zwężono, tworząc po jej bokach miejsce na podręczne magazyny, kredens oraz zejście do piwnic. Na pierwszym piętrze, po stronie południowej połączono dwie przyległe komnaty, tworząc jedną dwupiętrową salę, udekorowaną w stylu mauretańskim i przeznaczoną na zbiory muzealne. Zmieniono cały wystrój nie tylko strony zewnętrznej budynku, ale i jego wnętrza, wykonując nowe odrzwia, piękne intarsjowane posadzki, gotyckie sklepienia, sztukaterię sufitów oraz zdobne stropy.

Pomiędzy Kórnikiem a Bninem, w tamtejszym folwarku zwanym Prowentem, w 1923 urodziła się Wisława Szymborska, nagrodzona w 1996 literacką Nagrodą Nobla. Ojciec przyszłej poetki pracował dla właściciela zamku Władysława Zamoyskiego jako nadzór jego dóbr tatrzańskich.

Zamek w Kórniku jest zabytkiem klasy zerowej. Będący kompilacją różnych wzorów i uważany za jeden z najpiękniejszych polskich przykładów nowożytnej architektury neogotyckiej gmach przyciąga uwagę nie tylko ze względu na duże wartości estetyczne jego formy, ale przede wszystkim z powodu wspaniałych, zachowanych niemal bez zmian XIX wiecznych wnętrz. Pełnią one dzisiaj funkcje muzealne i wyposażone są w tak wielką liczbę pamiątek historycznych, rzeźb, mebli, militariów, obrazów, trofeów myśliwskich, zbiorów podróżniczych, etnograficznych oraz archeologicznych, że na szczegółowe zapoznanie się z całością należy zarezerwować niemal cały dzień.

Zamek jest otwarty dla zwiedzających od wtorku do niedzieli, przed 1 kwietnia i po 1 października w godz. 10.00-16.00, od maja do końca września w godz. 10.00-17.00. W drugiej połowie grudnia i w styczniu zamek jest nieczynny.

Teraz udamy się nad Jezioro Góreckie. Wracamy do drogi nr 2, w Komornikach skręcamy w lewo, w drogę nr 5 (E 261). Do przejechania mamy niecałe 40 kilometrów. Nad Jeziorem Góreckim stoją ruiny zameczku romantycznego.

Jezioro Góreckie położone jest w centrum Wielkopolskiego Parku Narodowego, 3 km na północny-zachód od Mosiny. W dużej części otoczone jest ono urozmaiconymi lasami, zwartą ścianą schodzącymi do lustra wody. Jego powierzchnia wynosi ok. 97 ha, a całkowita długość linii brzegowej przekracza 8 kilometrów. Wyspa Zamkowa zajmuje obszar 1,25 ha i wystaje 10 metrów ponad poziom jeziora. Porasta ją gęsty, 140-letni las. Jezioro Góreckie jest rezerwatem ścisłym: nie wolno się w nim kąpać ani używać łodzi. Odważni na wyspę mogą przedostać się zimą, kiedy tafla zbiornika bywa skuta lodem (zima 2002/2003 była tak mroźna, że po jeziorku spacerowały całe rodziny). W okresie liściastym ruinę przez lata skrywała zwarta zapora drzew, na szczęście ktoś myślący zadecydował niedawno, aby roślinność nieco przerzedzić i obecnie zameczek widać dość wyraźnie. Warto zabrać ze sobą lornetkę lub obiektyw o dużej ogniskowej.

Zamek na wyspie pośrodku malowniczego jeziora kazał wybudować (w latach 1824-25) i prawdopodobnie osobiście zaprojektował Tytus Działyński z Kórnika. Ten romantyczny obiekt stanowił prezent ślubny Tytusa dla swojej siostry Klaudyny i jej męża Bernarda Potockiego, syna pisarza Jana Potockiego - autora Rękopisu znalezionego w Saragossie. Niedługo jednak dane było szczęśliwym małżonkom cieszyć się z zagubionej w leśnej ciszy rezydencji. Po raz ostatni przebywali tam w sierpniu 1830. Gdy późną jesienią wybuchło w Królestwie Polskim powstanie listopadowe, oboje wyjechali, a gdy powstanie upadło - wyemigrowali na stałe. Klaudyna Potocka zmarła 5 lat później w Genewie, Bernard zaś wrócił do Wielkopolski w 1840 i zamieszkał w swych dawnych dobrach - w Tulcach pod Poznaniem.

Więcej

Zameczek był pierwszą w Wielkopolsce budowlą romantyczną, której nadano cechy gotyckie i fasadowy charakter obronny. Po wschodniej stronie wznosiła się okrągła wieża zakończona u szczytu pseudogotyckim krenelażem. W jej ścianach przebito rozłożone nierównomiernie ostrołukowe otwory okienne, a także niewielkie okienka przypominające otwory strzelnicze. Przy jednym z okien znajdował się mały balkon, wsparty na konsolach, z którego można było podziwiać wspaniałą panoramę jeziora. Główne wejście usytuowane od strony północnej ujęte było filarami zwieńczonymi pinaklami w kształcie smukłych wież. W mur wieży i w fasadę wmurowano kamienne herby. Zamek był budowlą dwukondygnacyjną i podpiwniczoną. Widoczne do dziś ślady przewodów kominowych, pieców oraz kominków są dowodem, że można było w nim mieszkać o każdej porze roku.

Szum drzew na Zamkowej Wyspie snuje opowieść, że w miejscu, gdzie Tytus Działyński zbudował zameczek dla Klaudyny, kilka wieków wcześniej stał średniowieczny zamek Górków, zburzony przez Szwedów w czasie „potopu”. Ostatni z tego wielkopolskiego, możnego rodu, Stanisław – pieniacz i hulaka – miał w nim więzić swoje żony. A gdy dokonał niegodziwego żywota, trafił prosto do piekła, gdzie musi przez wieczność zamiatać piekielny bruk. Raz w roku jednak, gdy nad Góreckim przechodzi nawałnica, a nad wyspą krążą kracząc złowieszczo kruki, upiór Stanisława Górki powraca na ziemię i szuka swego zamku.

Inna legenda mówi, że potępiony duch Stanisława w postaci zjawy psa, biegnie wzdłuż brzegów Jeziora Góreckiego. Podobno za życia źle traktował chłopów i postanowił dręczyć ich także po śmierci...

Teraz wyruszamy do Szamotuł. Wracamy tą samą drogą aż do trasy nr 2, którą przecinamy i jedziemy dalej w kierunku północnym drogą nr 184. Do przejechania mamy 50 kilometrów. Zamek ulokowany jest nieopodal Rynku, w północnej części miasta.

Cały kompleks otacza park z urodziwym, wiekowym drzewostanem. Obecnie w dawnym zamku (od 1990) mieści się Muzeum Ziemi Szamotulskiej, eksponujące wnętrza siedziby magnackiej z zabytkowym wyposażeniem, porcelanę, stare zegary, dużą kolekcję ikon, numizmaty, a także drzewo genealogiczne rodu Górków. W budynku organizowane są również wystawy czasowe, koncerty, wykłady, odczyty, imprezy patriotyczne, uroczystości rocznicowe oraz spotkania poetyckie.

Więcej

Prywatny zamek Nałęczów Szamotulskich zbudowany został u progu XV stulecia w północnej części miasta, na lewym nizinnym brzegu rzeki Sanny. Przypuszczalnie było to ceglane, regularne założenie z czworobocznymi wieżami, otoczone zasilaną wodami wspomnianej wyżej rzeczki fosą. W roku 1513 Katarzyna Szamotulska wniosła budowlę jako ślubne wiano Andrzejowi Górce, który przekształcił zamek w duchu renesansu, a w 1518 wybudował wysoką ceglaną basztę, strzegącą wjazdu na teren warowni.

W roku 1549 baszta ta została przebudowana przez poznańskiego muratora Jana Czeterwana (w 1869 częściowo ją zrekonstruowano). Po śmierci Andrzeja obiekt trafił w ręce jego syna, wojewody poznańskiego Łukasza Górki, by w latach późniejszych stanowić siedzibę wielu znamienitych rodów wielkopolskich, m.in.: Gostyńskich, Rokossowskich, Korzobok-Łąckich czy Mycielskich. W XVIII i XIX wieku dwuskrzydłowy gmach przekształcono w sposób zacierający jego pierwotnie obronny charakter. W roku 1837 budowlę przejął pruski następca tronu Fryderyk Wilhelm, a następnie przekazał ją przedstawicielom książęcego rodu Sachsen Coburg-Gotha. W 1869 rozpoczęto generalny remont zamku, połączony z częściową jego rekonstrukcją, a już zupełnie niedawno, bo w latach 1976-89 będący efektem przebudowy pałac regotyzowano. Obecnie pełni on funkcje muzealne.

Najstarszym elementem założenia obronnego jest ceglana wieża, zwana basztą Halszki. Wzniesiono ją jako budowlę obronną, a następnie przystosowano do celów mieszkalnych. Wieża zbudowana jest na planie prostokąta o wymiarach około 8x11 metrów i posiada cztery kondygnacje. Związana jest z nią smutna historia córki Beaty Kościelskiej i kniazia ostrogskiego Eliasza Elżbiety Katarzyny z Ostrogskich, zwanej pieszczotliwie Halszką.

Szlachcianka, do której miał należeć ogromny majątek, już jako 14-latka porwana została (nieskutecznie) przez młodego kniazia Dymitra Sanguszko, za co czekał go najwyższy wymiar kary. Potem sprawujący nad nią symboliczną opiekę (ojciec już nie żył) Zygmunt August oddał Halszkę wojewodzie poznańskiemu Łukaszowi Górce, od którego wystraszona dziewczyna szybko uciekła do klasztoru dominikanów w odległym Lwowie, gdzie wzięła ślub z młodym kniaziem Symeonem Słuckim. Król jednak związku tego nie zaakceptował, anulował małżeństwo, a Elżbiecie nakazał powrót do Łukasza.

Ponieważ Halszka nie chciała spełniać swych małżeńskich obowiązków, przez 14 lat więziona była w słynnej baszcie szamotulskiego zamku. Księżniczka mogła zeń wychodzić jedynie w celu uczestniczenia w odprawianych w pobliskiej kolegiacie nabożeństwach. Jej mąż - gorliwy zwolennik reformacji - zasłynął z faktu, iż kościoły katolickie w swych dobrach przekazał na zbory luterańskie, a kielichy i monstrancje kazał przetopić na prywatne potrzeby. Nieprzychylni Górce opowiadali, że z pozyskanego w ten sposób kruszcu polecił wykonać złote obroże dla swoich psów. W 1573 Łukasz III Górka bezpotomnie zszedł z tego świata i dopiero wówczas Halszka odzyskała wolność. Popadła jednak w obłąkanie i zmarła w niespełna trzy lata po swoim małżonku.

Jak mówi legenda, w pochmurną noc księżycową, nie opodal baszty można spostrzec wolno przesuwającą się postać kobiecą w pokutniczych szatach. Gdy zniknie w baszcie, słychać płacz i zawodzenie ducha nieszczęśliwej Halszki z Ostroga, tłumione przez grube mury baszty.

Wycieczki po Polsce
( fot. Jerzy Strzelecki "Zamek w Gołańczy")
Tragiczne losy Halszki stały się inspiracją twórczą dla szeregu artystów, m.in. J.I. Kraszewskiego (powieść "Halszka") i J. Matejki (w "Kazaniu Skargi" postać Halszki znajduje się obok Anny Jagiellonki).

Przed nami ostatni etap naszej wycieczki – zamek w Gołańczy. Wyjeżdżamy z Szamotuł drogą na północy wschód, w kierunku na Oborniki, Wągrowiec. Do pokonania mamy około 70 kilometrów. Ruinka stoi w południowo-wschodniej części miasta, na wschód od Rynku i około 300 metrów na południe od dworca PKP.

Pierwsze wzmianki o osadzie Golanch pochodzą z 1222 roku, kiedy w dokumentach pisanych pojawiła się ona jako wieś książęca płacąca 10-cinę klasztorowi cystersów w Łeknie. W XIV stuleciu Gołańcz należała do możnego w czasach Łokietka rodu Pałuków i prawdopodobnie jeden z jego przedstawicieli rozpoczął budowę niewielkiego murowanego dworu obronnego, określanego w dokumentach z roku 1383 jako fortalicjum-castrum. Z tamtego okresu znany jest pierwszy poświadczony historycznie właściciel zamku - rycerz Jakub Kusz.

Więcej

W latach 60-ych XV wieku wieś przeszła w ręce rodu Grudzińskich, którzy zmodernizowali warownię, nadając jej formę umocnionej wieży mieszkalnej o zbliżonym do dzisiejszego kształcie. Na początku XVII wieku budowlę wraz z okolicznymi dobrami kupili Smoguleccy. Doświadczyli oni wielkiej rzezi, jaką wojska szwedzkie dokonały na wrogich sobie obrońcach gołanieckiego zamku: 3 maja 1656 roku oddział konny uzbrojony w cztery armaty ostrzelał warownię, wysadził most oraz bramę, a gdy najeźdźcom udało się wedrzeć do środka, wymordowali całą załogę (źródła podają liczbę 200-460 ofiar) nie oszczędzając nikogo.

 Na temat owych tragicznych chwil powstało wiele lokalnych legend. Jedna z nich mówi, że do obrony twierdzy zachęcała rodaków piękna starościanka Hanna. Dowódca szwedzkiego oddziału zdecydował się przerwać oblężenie, ale pod warunkiem, że odważna dziewczyna zostanie jego żoną. Ta - niczym legendarna Wanda, co z Niemcem dzieci mieć nie chciała - odmówiła wybierając śmierć w pobliskim jeziorze. Inna legenda głosi, iż przyczyną zejścia starościanki nie był uparty szwedzki adorator, lecz rozpacz na wieść o zamiarze poddania zamku wobec wielokrotnej przewagi wroga. W obliczu jej samobójstwa obrońcy postanowili walczyć do końca. Nie udało się. Szwedzi przełamali opór, a potem zrobili swoje.

Historie ze starościanką mają różne fabuły, ale zakończenie jedno: Hanka zawsze kończyła w stawie. Mówi się, że odtąd każdego roku w wigilię nocy świętojańskiej z toni wód jeziora wynurza się w pobliżu zameczku niezwykłej urody dziewica. To starościanka Hanna, która we włosy ma wplecione lilie, a prócz tego w jednej z rąk trzyma bukiecik z tych pięknych kwiatów. W ciemnościach nocy smętnie spogląda na gołaniecki zamek, a gdy wybije północ - jej postać ginie w toni jeziora. Dopełnieniem tych legend są opowieści mieszkańców tych okolic, którzy twierdzą (ci bardziej wrażliwi), iż każdej nocy między godziną 24 a 1 spotkać można widmo mężczyzny w czarnym stroju, który spod łuku bramy zamkowej spogląda na miasto. To ponoć zjawa samego starosty gołanieckiego, który opłakuje samobójczą córkę.

Po wycofaniu się Szwedów warownię odbudowano. Jednak pomimo wysiłków kolejnych właścicieli był on jednak w coraz gorszej kondycji i jako nie nadający się do dalszej eksploatacji został ostatecznie opuszczony około roku 1830. Przez następne 100 lat zameczkiem nikt się specjalnie nie interesował. Dopiero w I połowie ubiegłego wieku skupił on uwagę historyków - najpierw niemieckich, którzy w latach 1941-43 prowadzili na jego terenie prace archeologiczne - a następnie polskich. Po wojnie, w okresie 1951-53, zabezpieczyli oni zabytkową ruinę i poddali ją konserwacji. W roku 1989 warownię kupiła (prawdopodobnie) obywatelka USA.

Dzisiaj gołaniecki zamek to zabezpieczona betonowymi stropami, zadaszona ceglana wieża z częściowo otaczającymi ją 4-metrowej wysokości murami, zachowanymi od strony północnej i od zachodu. W narożu murów wznosi się cylindryczna baszta z otworem strzelniczym; fragmentarycznie przetrwała też barokowa brama wjazdowa z drugiej połowy XVIII wieku, zbudowana na fundamentach bramy gotyckiej. Stojąca nad samym brzegiem jeziora ruina jest ogólnie dostępna z zewnątrz, natomiast wstępu w zakres międzymurza i do samej wieży broni prowizoryczny i niedbale ustawiony płot z drutu, który łatwo sforsować (na własną odpowiedzialność).

 

powrót

Auto Plaza, ul. Popularna 70, 02-473 Warszawa, tel. 022 863 2700
Auto Plaza Bielany, ul. Sokratesa 11a, 01-909 Warszawa, tel. 022 835 0000
Copyright 2010 Premiumplaza | pozycjonowanie stron www, agencja reklamowa, dom mediowy