
(fot.wikipedia "Ruiny zakmu - Borysławice")
Tym razem coś dla wycieczkowiczów o stalowych nerwach – zapraszamy Państwa na wędrówkę szlakiem duchów i upiorów zamieszkujących zamki Wielkopolski. Odwiedzimy zamki w Besiekierach, Borysławicach Zamkowych, Koninie, Kórniku, Jeziorze Góreckim, Szamotułach i Gołańczy.
Ekspansja państwa Polan w X wieku sprawiła, że pierwotne terytorium plemienne Polan, początkowo określane jako Polonia, później zaczęto nazywać Polonia Maior (w odróżnieniu od Polonia Minor – Małopolski). Pierwszym, który w zachowanych dokumentach użył nazwy "Wielkopolska" (Polonia Maior), był Maciej z Lubinia, benedyktyn z klasztoru w Lubiniu i notariusz księcia kaliskiego Bolesława Pobożnego, który wymienił nazwę "Wielkopolska" w dokumencie z 15 czerwca 1257 r.
Pierwsze ślady bytności ludzi na terenie dzisiejszej Wielkopolski pochodzą sprzed około 11 tysięcy lat p.n.e. z okolic Wschowy. Są to groty oraz ostrza łowców reniferów reprezentujących kultura ahrensburską. Prawdopodobnie ludzie ci, trudniący się łowiectwem, zbieractwem i rybołówstwem przebywali na terenach Wielkopolski jedynie w sezonie letnim, zaś zimą wędrując na południe. Około tysiąca lat później pojawili się przedstawiciele innej zbieracko-łowieckiej kultury łowców reniferów zwanej świderską.
Więcej
Na przełomie V i IV tysiąclecia p.n.e. półkoczownicze ludy zbieracko-łowieckie zastąpiły względnie osiadłe ludy rolnicze, stosujące metodę wypaleniskową. Były to ludy kultury ceramiki wstęgowej, początkowo rytej (osada na Szelągu), a następnie kłutej (osady na Dębcu). Ludność ta przybyła na tereny Wielkopolski przez Śląsk i Bramę Morawską z obszarów leżących w dolinie Dunaju. Ślady ich bytności odnaleziono między innymi na zachód od Konina i na Pałukach. Nie jest pewne, czy przedstawiciele tych kultur wywędrowali, zostali wyparci bądź wchłonięci przez następną falę osadników reprezentującą kulturę pucharów lejkowatych, która pojawiła się na tych terenach około 3500 roku p.n.e. W młodszym neolicie zastąpiła ją kultura amfor kulistych, której przedstawiciele zajmowali się głównie pasterstwem. Ludzie ci pozostawili po sobie resztki obozowisk w dolinach Warty i Bogdanki. W tym samym czasie tereny na wchód od Warty odwiedzali przedstawiciele niżej rozwiniętej kultury ceramiki dołkowo-grzebykowej, którzy przybywali z północnego wschodu.
Około 2200 lat p.n.e. zaczęły pojawiać się grupy reprezentujące kultury ceramiki sznurowej, które przez niektórych badaczy uznawane są za pierwszą falę ludności o pochodzeniu indoeuropejskim. W początkach epoki brązu Wielkopolska znalazła się na północnym skraju obszaru objętego kulturą unietycką (z tego okresu pozostały groby na poznańskim wzgórzu św. Wojciecha), której centrum znajdowało się na terenie dzisiejszych Czech. Około 1500 roku p.n.e. miejscowa ludność zaczęła prezentować kulturę pounietycką, zwaną też kulturą przedłużycką.
W XIII w. p.n.e. na te ziemie przybyli Wenedowie, reprezentujący kulturę łużycką, a dokładniej zachodniołużycką. Niektórzy uważają, że była to ludność blisko spokrewniona z dzisiejszymi Słowianami, inni identyfikują ich z Ilirami bądź Dakami. Była to pierwsza na tych terenach kultura epoki żelaza. Nie powstał co prawda żaden duży ośrodek hutniczy, jednak żelazo pozyskiwano na terenie całego regionu z rud darniowych. Do najbardziej znanych stanowisk tej kultury należy osada w Biskupinie. Około roku 500 p.n.e. miała miejsce pokojowa penetracja tych ziem przez północny, zamieszkujący dzisiejsze Pomorze Gdańskie, odłam Wenetów reprezentujących kulturę pomorską. W ciągu około 100-150 lat obie grupy Wenetów zasymilowały się. W tym czasie w Wielkopolsce wytworzył się szlak handlowy łączący Półwysep Apeniński z ujściem Wisły (w przebiegu odpowiadał on rzymskiemu szlakowi bursztynowemu).
W IV w. p.n.e. tereny Wielkopolski zostały spustoszone przez najazdy mieszkających na południu Sigynnów, będących odłamem Scytów. Jednocześnie ze wschodu przybyła fala reprezentujących słabiej rozwiniętą kulturę wschodniołużycką (być może spokrewnionych ze Słowianami) Neurów. Istnieją hipotezy, że w rzeczywistości współdziałali oni ze Scytami. Nowi przybysze co prawda zdominowali dotychczasowych mieszkańców, lecz przejęli od nich sporo z ich kultury, łącząc ją z elementami własnymi. W ten sposób wykształciła się miejscowa odmiana kultury grobów kloszowych. W III w. p.n.e. zamarła wymiana z południem kontynentu, a poszczególne grupy etniczne zlały się ze sobą.
zwiń
Około roku 125 p.n.e. pod wpływem kultury przemieszczających się przez Kujawy i Śląsk Celtów oraz wpływów rzymskich wykształciła się w dorzeczu Warty i Wisły kultura przeworska.
Kolejne wieki kształtuje istnienie szlaku bursztynowego łączącego Rzym z południowym Bałtykiem. Docierały nim, głównie do wschodniej Wielkopolski, wpływy Rzymskie. W III i w. p.n.e. ze wschodu na zachód przez południową Wielkopolskę i Kujawy wędrowali Celtowie zaś z północy na południe wzdłuż szlaku bursztynowego różne plemiona germańskie (Skirowie i Bastarnowie w III w. p.n.e., Goci i Gepidowie oraz Burgundowie w III w. n.e.).
Handel zamarł w V wieku, kiedy to trwały najazdy Hunów. Wówczas ziemie Wielkopolski zdominował system drobnoplemienny. Obszar Wielkopolski zamieszkiwały już wówczas wg niektórych historyków najprawdopodobniej plemiona słowiańskie takie jak Serbów. W VIII wieku Serbowie przenieśli się na zachód, nad Łabę, a dorzecze Warty zajął zachodni odłam Polan. Z nimi wiąże się powstanie nowego grodu na Ostrowie Tumskim, Gnieźnie, Ostrowie Lednickim czy Gieczu. Na początku X wieku władzę nad grodami plemiennymi Polan przejęli Piastowie.
Wielkopolska stanowiła centrum polityczne kraju do 1031 roku, gdy region spustoszyła reakcja pogańska oraz najazd Brzetysława I w 1038 roku.
W XIII wieku nastąpiła silna ekspansja Brandenburczyków na zachodnie granice Wielkopolski. Zajęli oni Ziemię Lubuską oraz kasztelanię santocką. Jednocześnie zajęli tereny na pograniczu Wielkopolski i Pomorza Zachodniego. W wyniku tych działań powstała Nowa Marchia. Silna polityka kolonizacyjna powiązana z tworzeniem nowych miast (np. Landsberg – dzisiejszy Gorzów Wlkp.) i osad wiejskich, doprowadziła z czasem do całkowitej germanizacji zajętych terenów.

(fot.wikipedia "Ruiny zamku - Besiekiery")
Właśnie w czasie średniowiecza powstawały na ziemiach Wielkopolski zamki, które są celem naszej wycieczki.
Zaczynamy od zamku w Besiekierach, które co prawda terytorialnie należą do województwa łódzkiego, ale historycznie powiązane są za zamkami wielkopolskimi. Wieś położona jest około 3 km na północ od Grabowa i 23 km na północny-zachód od Łęczycy. Osada jest tak mała, że pomijają ją niektóre mapy. Jadąc z Łęczycy należy przejechać przez Grabów, by przy wyjeździe z miasteczka skręcić w prawo, i na następnym skrzyżowaniu ponownie w prawo - zgodnie ze wskazaniem drogowskazu. Ruiny znajdują się w północno-zachodnim krańcu wioski, prowadzi do nich wąska asfaltowa droga.
Zamek zapewne zbudował na przełomie XV i XVI stulecia jeden ze stolników brzeskich Mikołaj Sokołowski z Wrzącej albo Wojciech Sokołowski. Ok. 1600 roku potomek fundatorów Krzysztof Sokołowski sprzedał warownię bratankowi króla Stefana, kardynałowi, także biskupowi warmińskiemu Andrzejowi Batoremu. Po śmierci Andrzeja na zamku zamieszkała Zofia Batorówna i Jerzy Rakoczy.
Więcej
W połowie XVII wieku obiekt przeszedł na własność kasztelana i wojewody brzesko-kujawskiego Jana Szymona Szczawińskiego herbu Prawdzic, który przed 1653 zmodernizował go i rozbudował. Kolejne lata przyniosły powolny spadek znaczenia budowli i jej powolną destrukcję, do jakiej przyczyniły się przede wszystkim XVII-wieczne konflikty, zarazy oraz powszechne zubożenie społeczeństwa - również klasy panującej. W 1731 roku na zamku wybuchł pożar, co stało się bodźcem do przebudowy całego założenia. Będący wtedy w jego posiadaniu Gajewscy dokonali niewielkiego remontu, rozbierając przy okazji piętro budynku mieszkalnego. W połowie XIX stulecia obniżony i kryty strzechą dom pełnił jeszcze funkcje gospodarcze, z czasem jednak popadł w zupełną ruinę, stając się - jak to zazwyczaj bywało w takich przypadkach - atrakcyjnym źródłem darmowych materiałów budowlanych dla okolicznych mieszkańców.
zwiń
Po drugiej wojnie światowej w 1963 i 1971 na terenie zamku prowadzono badania archeologiczne łączone z jego zabezpieczeniem w formie trwałej ruiny.
Obronna siedziba Sokołowskich zbudowana została na otoczonym wodami sztucznie wykopanego stawu niewielkim kopcu. Gotycki zamek wzniesiono na planie niezbyt regularnego czworoboku (38x40 metrów) z cegły, na fundamencie z kamieni eratycznych, przy czym pierwotnie mury sięgały bezpośrednio do wody. W skład założenia wchodził mur obwodowy, wysadzany przed kurtynę południową i ulokowany na jej osi budynek bramny na planie kwadratu oraz wypełniający kurtynę północną duży dom mieszkalny. O znacznych walorach rezydencjalnych warowni świadczy wielkość owego domu, który przy szerokości 13 metrów na dwóch lub trzech mieszkalnych piętrach miał co najmniej osiem sporych rozmiarów izb.
Więcej
Pierwotną surowość gotyckiej architektury zatarła zakończona w 1653 przebudowa Jana Szczawińskiego. Ściany zamku pokryte zostały wówczas tynkami, poszerzono kopiec ziemny, wzniesiono górną, ośmioboczną nadbudowę budynku bramnego i częściowo przekształcono budynek mieszkalny. W opisie warowni z pierwszej połowy XVIII wieku izby pierwszego piętra domu określano jako: pokój karmazynowy, pokój marmurowy, sień i izbę wielką. Poważne zmiany nastąpiły w obrębie dziedzińca, gdzie w jego południowej części, po obydwu stronach wieży bramnej wzniesiono niskie budynki pomocnicze, a do wschodniej i zachodniej kurtyny dostawiono piętrowe krużganki arkadowe, zapewniające komunikację między pierwszym piętrem głównego domu a nowymi budynkami oraz ulokowaną w wieży bramnej kaplicą. Wtedy też zamek otrzymał dwie tablice fundacyjne, z roku 1650 i z 1653, wmurowane w elewację domu głównego i wspomnianej wcześniej wieży.
zwiń
Z zamkiem związana jest stara legenda o Białej Damie, która choć na stałe zamieszkuje w pobliskich Borysławicach Zamkowych, to przed różnymi ważnymi wydarzeniami pojawia się w Besiekierach. Można wówczas zaobserwować jej cień w pustym oczodole okiennym wieży bramnej, skąd spływa w dół i wędruje wzdłuż resztek murów zamkowych, niknąc nagle tak, jak się pojawiła. Przypuszcza się, że Białą Damą jest duch córki Szczawińskich, która nie chciała wyjść za mąż za wybranego przez rodziców kandydata, gdyż serce swe oddała innemu. Za karę przewieziono ją do zamku w Borysławicach Zamkowych i uwięziono w wieży bramnej. Próba ucieczki przez okno za pomocą sznura zakończyła się dla panny tragicznie i odtąd jej zjawa snuje się w oczekiwaniu na swego wybawcę.
Z nazwą warowni wiąże się z kolei legenda o rycerzu, który założył się z diabłem Borutą z pobliskiej Łęczycy, że zbuduje od podstaw zamek, nie korzystając przy tym z siekiery. Tak też zrobił, nie wiedział jednak, że jeden z robotników pracujących dla niego nazywa się Siekierka. Rycerz więc zakład przegrał i stracił duszę oraz zamek, który nazwano następnie Besiekierami. W rzeczywistości istnieje hipoteza, iż nazwa Besiekiery wywodzi się od słowa nordyckiego Besekr, oznaczającego człowieka w skórze, niedźwiedzia. Sugeruje ona, że we wczesnym średniowieczu stacjonowali tu Wikingowie (w nieodległym Lutomiersku odkryto masowy grób wojowników skandynawskich).
Więcej
Besiekiery stanowią jeden z nielicznych przykładów średniowiecznego budownictwa ceglanego w województwie łódzkim, zarazem należą do grupy największych założeń obronnych zlokalizowanych na terenie historycznej Ziemi Łęczyckiej. Mimo XVII-wiecznej przebudowy i znacznego zniszczenia warownia utrzymała swój późnogotycki charakter. Do dziś zachował się pełen obwód zamkowych murów z ruiną domu mieszkalnego do wysokości jednej kondygnacji i reliktami podziałów wewnętrznych. Od północy widoczne są fragmenty otworów okiennych, częściowo z zachowaną oryginalną dekoracją. Wciąż stoi 18-metrowej wysokości segment zachodniej ścianki wieży bramnej z wycinkiem wieżowego ośmioboku i pozostałościami barokowych dekoracji. Jak wieści niosą wieża ta w wyniku źle wykonanych w ostatnim czasie prac konserwacyjnych zaczęła pękać i grozi jej zawalenie.
zwiń
W związku z prowadzonym przez gminę Grabów programem działań konserwatorskich na etapie realizacji jest także odbudowa fosy zamkowej poprzez skierowanie koryta rzeki Orłówki wokół ruin, odmulenie zbiornika oraz jego pogłębienie. W kolejnych etapach planuje się zagospodarowanie terenu w bezpośrednim sąsiedztwie zamku przez utworzenie kąpielisk i trasy spacerowej, uporządkowanie dziedzińca, wzmocnienie pozostałych murów, budowę pomostu, a w dalszej przyszłości założenie parkingu i stworzenie podstawowej bazy noclegowo-gastronomicznej. Zamek zwiedza się we własnym zakresie - wstęp wolny.
Opuszczamy Besiekiery i udajemy się za duchem Białej Damy do Borysławic Zamkowych. Wieś Borysławice leży przy drodze Warszawa-Poznań, kilka kilometrów na zachód od Kłodawy. Kierując się trasą warszawską od strony wspomnianej Kłodawy na wysokości stojącego po lewej stronie drewnianego kościółka należy skręcić w jego kierunku (tam rozpoczynają się Borysławice Kościelne), a następnie kilkaset metrów dalej skręcić w odbijającą tym razem w prawo drogę gruntową, która zaprowadzi nas prosto do ruin. Zimą są one widoczne już z daleka i wtedy z trafieniem nie powinno być żadnych problemów, latem natomiast całość skrywa się za wianuszkiem kasztanowców, przez co może być mało widoczna z dalszej odległości. Do pokonania mamy około 20 kilometrów.
Budowę murowanego zameczku w Borysławicach zawdzięczamy osobie Wojciecha Jastrzębca (ok. 1362-1436), dworzanina królowej Jadwigi, biskupa poznańskiego, krakowskiego i arcybiskupa gnieźnieńskiego, a także kanclerza wielkiego koronnego, który jako przedstawiciel strony polskiej podczas rokowań z Zakonem Krzyżackim popełnił szereg poważnych błędów, za które w 1420 roku dopadł go ostracyzm ze strony polskiej szlachty i króla. Zapewne wydarzenie to przyspieszyło decyzję biskupa o budowie własnej fortyfikacji, gdzie w razie konieczności mógłby w miarę bezpiecznie odpierać gniew swych przeciwników politycznych. Prace przy wznoszeniu warowni przypuszczalnie ruszyły jeszcze w latach 20-ych XV wieku, zaś z roku 1426 pochodzi wzmianka o kaplicy zamkowej, co sugerowałoby, że budowa miała się ku końcowi; być może nawet obiekt był już wtedy zamieszkany. Ogromne dochody Jastrzębca płynące z uposażenia arcybiskupstwa pozwoliły mu podczas 40-letniej kariery zawodowej na stworzenie rozległego, jak na omawiane czasy, imperium finansowego szacowanego w samych tylko kosztownościach na ponad 40 tys. grzywien, tj. równowartość 8 ton srebra. Część tego majątku w postaci pieniędzy, złotych ozdób, kamieni szlachetnych, naczyń liturgicznych i kosztownej zbroi ukrył nasz skromny biskup w Borysławicach, skąd skradzione mu one wkrótce zostały przez jego stryjecznego wnuka Dziersława z Rytwian.
Więcej
W przeciągu kolejnych dwustu lat zamek funkcjonował we względnym spokoju, zmieniając z czasem formę, zapewniającą mu pełniejsze cechy obronne oraz większą wygodę dla jego mieszkańców. Od XVI wieku należał on do rodziny Russockich, następnie Gębickich (spośród nich wywodziło się m.in. dwóch kanclerzy wielkich koronnych i trzech biskupów, w tym niesławny Wawrzyniec Gębicki, sekretarz Zygmunta III Wazy, zwolennik pozbawienia praw publicznych wszelkich innowierców i nieposłusznych władzy kościelnej) oraz Szczawińskich herbu Prawdzic, właścicieli Besiekier. W jego murach wychowywał się Jakub Szczawiński, wojewoda brzesko-kujawski, który za panowania Jana Kazimierza na posiedzeniu Sejmu w 1652 roku mocno potępił czyn kresowego warchoła posła Władysława Sicińskiego z Upity, gdy ten po raz pierwszy w dziejach Polski postawił liberum veto. Cztery lata później warownia padła ofiarą zbrodniczej działalności wojsk szwedzkich - te najpierw zajęły ją, a następnie spaliły. Późniejsze próby jej odbudowy spełzły na niczym i ograbiony, zniszczony obiekt szybko obrócił się w ruinę, o czym wzmiankują zachowane XVIII-wieczne inwentarze: zamek pusty, przez nieprzyjaciela zrujnowany.... Jeszcze w XIX wieku zabytek dokumentowany był jako starożytność krajowa, jednak z czasem służące za źródło darmowej cegły mury skurczyły się do stanu, w jakim można je obecnie oglądać.
zwiń
Z borysławickim zamkiem związane są niesamowite opowieści o duchach pojawiających się w jego ruinach. Popularną bohaterką jest dziewica w białych szmatach, która nocami snuje się po cichutku pośród resztek murów, jakby czegoś lub kogoś szukała. Nie pojawia się ona jednak każdej nocy, a jedynie przed ważnymi wydarzeniami. W okolicy łączą ją z sąsiednią warownią w Besiekierach, należącą przed laty do Szczawińskich. Zjawa za życia była ich córką, która nie chciała wyjść za narzuconego jej adoratora, gdyż oddała serce innemu, i zgodnie ze starym zwyczajem miała za karę sczeznąć w wieży - za nieposłuszeństwo wywiezioną ją więc do Borysławic Zamkowych i uwięziono na najwyższym piętrze baszty bramnej. Przed zsyłką panna zdążyła powiadomić o karze ukochanego, który zorganizował pomoc. Przez przekupionego strażnika przemycił do jej celi sznur, po którym nieszczęsna bohaterka musiała zsunąć się z okna po murze. Sznur był jednak źle przywiązany i dziewczyna spadła ponosząc śmierć na miejscu. Mówią, że do tej pory czeka na swego wybawcę...
Więcej
Na podstawie obserwacji architektonicznych historycy doszli do wniosku, że zamek został ukształtowany w trakcie czterech etapów budowlanych. W pierwszym okresie powstało regularne założenie na planie prostokąta o bokach 21x25 metrów, skarpowane na narożach i składające się z obwodu murów obronnych, dwóch 3-kondygnacyjnych domów ulokowanych przy krótszych kurtynach, niewielkiego dziedzińca oraz otworu bramnego od zachodu. Naroże jednego z domów wzmocniono ponadto wieloboczną wieżyczką. Warownię zbudowano z cegły w wątku gotyckim (jedna cegła wzdłuż i jedna w poprzek, znowu wzdłuż i znów w poprzek itd.), a o zamożności i znaczeniu właściciela świadczyły ozdobne dekoracje, wykonane przy użyciu zendrówki (ciemnej cegły) oraz arkadowe fryzy. Obronność twierdzy podkreślały ziemne wały, być może również częstokół, a także zasilana z pobliskiej rzeczki fosa.
W drugiej, jeszcze XV-wiecznej fazie zameczek został otoczony zewnętrznym murem obwodowym z krenelażem (ząbkami) o wymiarach ok. 38x41 metrów, dzięki czemu powstało 7-metrowej szerokości międzymurze; w części zachodniej wzniesiono też budynek albo wieżę bramną. W wyniku tej przebudowy borysławicka warownia biskupa prezentowała typ charakterystycznego dla Czech niewielkiego i wygodnego zamku dwudomowego, który w zbliżonym czasie zrealizowano też w rycerskim Sierakowie, Łowiczu czy w podkonińskich Gosławicach. W trzecim okresie, przypadającym na przełom XV i XVI stulecia rozbudowano bramę, dodając do niej niskie, oskarpowane przedbramie, zaś nad dawną bramą wzniesiono trójkondygnacyjną, czworoboczną wieżę, również zwieńczoną krenelażem i wzmocnioną w narożnikach skarpami. Wieża, w przeciwieństwie do starszych elementów zespołu powstała z cegły kładzionej w wątku wendyjskim (dwa razy wzdłuż i raz w poprzek), a cała rozbudowa systemu bramnego miała zapewne na celu przystosowanie zamku do aktywnej obrony przy użyciu broni palnej. I wreszcie w ostatniej fazie (XVII wiek) połączono dwa dotychczasowe budynki trzecim, jednoizbowym domem usytuowanym naprzeciw bramy i prawdopodobnie zlikwidowano drewniane ganki, zastępując je arkadami.
zwiń
Do dzisiaj przetrwały niezwykle malownicze ruiny budynku mieszkalnego ze śladami sklepień oraz wieżyczką, wieży bramnej z przedbramiem, fragmenty murów obwodowych oraz zarys fortyfikacji ziemnych. Ruiny borysławickiego zamku ładnie kontrastują z zielenią rosnących wokół kasztanowców.
Relikt znajduje się obecnie w rękach prywatnych, o czym informuje nas stosowna tabliczka i...elektryczny pastuch dla bydła ku przestrodze niezdyscyplinowanych. Podobno za opłatą (w pobliskim gospodarstwie) można wejść na wyspę i go zwiedzić, ale jest to informacja niepotwierdzona.
Opuszczamy Borysławice i udajemy się do Konina. Jedziemy drogą nr 2 na Poznań, do przejechania mamy 44 kilometry. Zamek położony jest w północnej części miasta nad jeziorem Gosławskim, na terenie skansenu budownictwa wiejskiego (wiatraki, kuźnia, stodoła). W pobliżu znajduje się elektrownia i ogromna huta aluminium. Wyjeżdżając z centrum należy wziąć kurs na Bydgoszcz/Toruń, a następnie na wysokości bramy prowadzącej do elektrowni skręcić w lewo (jest drogowskaz z napisem "muzeum").
Budowę zamku w Gosławicach rozpoczęto około roku 1418 na życzenie poznańskiego biskupa Andrzeja Łaskarza, który już wtedy czuł się Europejczykiem i na wzorzec swoich kolegów z Zachodu też chciał posiadać solidną murowaną siedzibę. Była to typowa nizinna rezydencja feudalna, przystosowana do obrony przy użyciu broni palnej, niemalże bliźniacza do tej, jaką kilka lat później wzniósł w pobliskich Borysławicach biskup Wojciech Jastrzębiec. Aż do schyłku XVIII wieku historia warowni nie jest bliżej znana. W 1772 roku obiekt stał się własnością Jadwigi Łąckiej i wtedy już jego kondycja nie była najlepsza. Po przejęciu majątku przez Kwileckich na początku XIX wieku został on częściowo rozebrany i wszedł w skład zabudowy folwarku. Przywrócony do życia po odbudowie w latach 80-ych XX wieku zamek pełni obecnie funkcje muzealne.
Więcej
Początkowo ceglany zamek składał się z dwóch równolegle do siebie nakierowanych dwukondygnacyjnych i dwuizbowych na każdej kondygnacji domów, połączonych trzecim gmachem, zamykającym wewnętrzny dziedziniec o szerokości około 8 metrów. Całe czworoboczne założenie miało formę prostokąta o wymiarach ok 22x25 metrów. W połowie XV wieku obiekt rozbudowano, dodając czworobok murów zewnętrznych (ok 38x42 metry) oraz gdanisko. Na narożach nowego obwodu murów wzniesiono przystosowane do obrony ogniowej nadwieszone cylindryczne wieżyczki o średnicy 3,6 metra.
zwiń
Po rekonstrukcji w skład zabytkowego zespołu obronnego wchodzą: mur obwodowy oraz dwa bielone piętrowe budynki o stromych dwuspadowych dachach, ustawione wobec siebie równolegle, połączone niższym skrzydłem zamykającym dziedziniec od strony południowej. We wnętrzach urządzono ekspozycję muzealną (malarstwo polskie, fotografie, biżuteria, lampy naftowe), a na zewnątrz wystawiono stare żydowskie płyty nagrobne i kule armatnie.
Zamek w Gosławicach, tak jak każda stara siedziba ma swojego ducha, swoją legendę. W latach 1757-1764 ducha zmarłego wiele lat wcześniej domniemanego właściciela Gosławic Konstantego Lubrańskiego widziało kilku gości zamkowych oraz miejscowy proboszcz Andrzej Liszkowski. Temu ostatniemu duch ukazał się pierwszy raz na drodze do Lichenia, a później kilka razy na plebanii. Duch Konstantego Lubrańskiego wyjaśnił, że pokutuje za krzywdy, które wyrządził mansjonarzom gosławickim. Pozbawił ich dochodów, ziemi, ogrodów, domu, który kazał wyburzyć. Życie strawił na hulankach. Po śmierci pojawiał się w towarzystwie diabłów i swoich kompanów oraz sukcesorów, którzy nie naprawili szkód wyrządzonych mansjonarzom. Za karę dosiadał smoka z łbem wieprza zionącym ogniem na najeżonym ognistymi kolcami siodle. Sprawą zjawy zajęła się specjalna komisja powołana przez arcybiskupa gnieźnieńskiego, która w 1765 roku nie odrzuciła możliwości ukazywania się ducha.

(fot. Monika Mężyńska "Zamek w Kórniku")
Czy duch Konstantego Lubrańskiego jeszcze pojawia się w zamku? Słyszano, że straszył robotników zatrudnionych przy rewaloryzacji zamku.
Kolejny punkt na trasie naszej wycieczki to zamek w Kórniku. Do pokonania mamy około 100 kilometrów. Kórnik położony jest 20 km na południowy wschód od Poznania, przy trasie Poznań-Katowice. Jadąc od strony Poznania należy przejechać prosto przez całe miasto, minąć rynek z ratuszem, a za nimi zjechać z głównej drogi na wprost, gdzie mieści się wjazd na płatny parking przed zamkiem. Tańszą opcją pozostaje strzeżony parking po drugiej stronie ulicy, lub całkiem darmowy - na położonym w odległości 300 m od zamku rynku.
W otoczeniu rozległego zabytkowego parku stoi romantyczna rezydencja, wzniesiona na korzeniu późnośredniowiecznego zamku rycerskiego. Pierwotny zespół obronny w Kórniku zbudowano prawdopodobnie w trzeciej ćwierci XIV wieku z fundacji Wyszoty, brata biskupa poznańskiego Mikołaja. Początkowo było to ceglane założenie postawione na kamiennych fundamentach i usytuowane na odseparowanym fosą ziemnym kopcu. Miało ono formę nieregularnego czworoboku z ulokowaną w północno-wschodnim jego narożniku cylindryczną wieżą główną o średnicy ok. 8 metrów oraz dwukondygnacyjnym budynkiem mieszkalnym o wymiarach 9x10 metrów. Wjazd do zamku prowadził od strony północnej i poprzedzony był czworobocznym budynkiem bramnym. Pierwsza potwierdzona źródłowo informacja o warowni pochodzi z roku 1426.
Więcej
Zachował się akt umowy, jaką zawarł ówczesny właściciel Kurnika Mikołaj Górka z budowniczym poznańskim Mikołajem, skutkującej przekształceniem dotychczasowej siedziby i powiększeniem jej powierzchni użytkowej oraz polepszeniem walorów obronnych. Wewnątrz murów obwodowych powstały wówczas dwa trójkondygnacyjne domy mieszkalne, których plany tworzyły kształt litery L. Do domów tych dostawiono dwa alkierze o formach półcylindrycznych baszt - podwyższono też stary budynek mieszkalny oraz budynek bramny. Co najmniej od tego czasu, jeżeli nie wcześniej, musiał również istnieć most zwodzony i to w tym samym miejscu co obecny, murowany. Wszystkie nowe gmachy mieszkalne, jak i przeznaczoną na spichlerz nadbudowę starszego domu wzniesiono jako tzw. konstrukcję ryglową (tj. drewniany szkielet uzupełniony gliną) z dwuspadowymi, krytymi gontem dachami.
zwiń
W XVI wieku przystąpiono do kolejnej przebudowy, a dokonał jej upośledzony przez los, niski i garbaty wojewoda poznański Stanisław Górka, który otrzymał Kórnik w roku 1552. Za życia swego najstarszego brata Łukasza trzymał się on z dala od wielkiej polityki i koncentrując własne wysiłki na modernizacji zamku, uczynił z niego rezydencję godną magnata Polski Jagiellonów. Miejsce dotychczasowych budynków zajęła powstała w rezultacie ich połączenia trzykondygnacyjna siedziba, w której przyziemiu znajdowały się pomieszczenia gospodarcze, na pierwszym piętrze pokoje mieszkalne o reprezentacyjnym charakterze, na drugim zaś - komnaty gościnne i dla dworzan. Gotycka wieża przeznaczona została na skarbiec i arsenał.
Więcej
Z dawnych opisów wynika, że pokój pański - azyl właściciela, ulokowany był w miejscu późniejszego Pokoju Generałowej, a izba stołowa mieściła się na planie XIV-wiecznego budynku mieszkalnego, tam gdzie obecnie jest Sala Jadalna. Sień zajmowała powierzchnię dzisiejszej klatki schodowej, korytarza oraz Czarnej Sali. Prace budowlane na zamku zostały zakończone w roku 1574. Niedługo potem dumny właściciel z charakterystycznym dla magnaterii przepychem gościł tam Henryka Walezego, udającego się do stołecznego Krakowa na swoją koronację.
zwiń
Po śmierci Górki w 1592 roku Kórnik stał się własnością jego siostrzeńców Nałęczów Czarnkowskich, a w okresie 1610-76 należał do Grzymalitów Grudzińskich. Jeden z przedstawicieli rodu, Adam Sędziwój, wojewoda łęczycki i starosta generalny wielkopolski, bliski współpracownik Zygmunta III, gościł tego króla na zamku w roku 1623. Wynika stąd, że stara rezydencja Górków znajdowała się wówczas w nienajgorszym stanie. Z czasem jednak jej prestiż i kondycja podupadły, bowiem kolejni panowie posiadali własne dobra rodowe i kórnicka warownia miała dla nich wartość drugorzędną. Wiek XVII nie był łaskawy ani dla Polski, ani dla zamku, który ucierpiał szczególnie poważnie podczas Potopu 1655-60, kiedy stacjonowały tam sojusznicze Szwedom wojska elektora brandenburskiego, wiarołomnego lennika Rzeczypospolitej.
Sytuacja uległa poprawie po przejęciu dóbr przez Działyńskich w 1676 roku, a szczególnie po objęciu majątku przez Teofilę z Działyńskich Szołdrską-Potulicką. Zadbała ona o klucz kórnicki, gdzie sprowadziła osadników, zamek zaś uczyniła prawdziwie pańską rezydencją. W tym celu zleciła przebudowę zewnętrznej szaty gmachu, do którego dobudowano od frontu dwa ryzality z ozdobnymi, kopulastymi dachami oraz flankowany figurami ozdobny szczyt. Po bokach dziedzińca wzniesiono dwie oficyny, podkreślające nowy, barokowy styl założenia. Przekształcono również usytuowany na południe od pałacu XVI-wieczny ogród włoski - jego miejsce zajął teraz modny park w stylu francuskim.
Urodzona w 1711, gospodyni zamku kórnickiego w latach 1725-90, była córką Zygmunta Działyńskiego i Teresy Tarłówny. Osierocona w wieku 11 lat szybko usamodzielniła się, co niewątpliwie wpłynęło na jej dominujący charakter i stanowczość w podejmowaniu decyzji gospodarczych i osobistych w późniejszym okresie swojego życia. Po dwóch nieudanych związkach małżeńskich - jej pierwszy mąż Stefan Szołdrski zmarł pięć lat po ślubie, drugie małżeństwo z Aleksandrem Potulickim skończyło się rozwodem - postanowiła żyć samotnie, siły koncentrując na swych ogromnych dobrach rozsianych po okolicy. Nie mogąc liczyć na mężów i ich rodziny, w czasach ogólnego upadku gospodarczego Polski samodzielnie doprowadziła Kórnik i pobliski Bnin do rozkwitu. Osiągnęła to m.in. sprowadzając do miasta protestanckich kolonistów niemieckich oraz popierając Żydów, co naraziło ją na zarzut wspierania innowierców.
W 1740 pańszczyznę i daniny w naturze w swoim majątku zastąpiła czynszami dzierżawnymi. Budowała jazy i tamy na jeziorze Kórnickim, nowe drogi, wiatraki i młyny. Wiele rodzin szlacheckich prosiło Teofilę o przyjęcie dzieci na naukę, a zbiegli z obcych wsi chłopi szukali schronienia w należących do niej majątkach. Teofila żywo interesowała się również sztuką, co wpłynęło na decyzję o przebudowie kórnickiej rezydencji w typie entre cour et jardin i przylegającego do niej ogrodu, w którym postawiono wodotryski, ptaszarnie i oranżerie.
Teofila z Działyńskich Potulicka zmarła 26 listopada 1790 i została pochowana w krypcie kościoła w Kórniku. Już za życia krążyły o niej plotki, że utrzymywała niemoralne stosunki z mężczyznami, w tym z lokalnym proboszczem katolickim i pastorem luterańskim z Bnina. Po śmierci stała się bohaterką legend, być może dzięki wiszącemu w Sali Herbowej zamku portretowi w białej sukni pędzla zapewne Antoine'a Pesne'a. W XIX wieku wśród okolicznej ludności zaczęto opowiadać, że krótko przed północą Teofila schodzi z obrazu i przechodzi na taras zamkowy. Stąd o północy zabiera ją na przejażdżkę po parku rycerz na karym koniu. Oboje krążą po parkowych alejkach, by z pianiem pierwszego kura rozstać się. Rycerz znika, a dama powraca na płótno do Sali Herbowej. Prawdopodobnie legenda o "Białej Damie" wzięła początek z częstych wieczornych spacerów Teofili. Cierpiała ona na uciążliwą migrenę i aby ulżyć swoim dolegliwościom chętnie spędzała czas w założonym przez siebie parku. Powodem, dla którego Teofila wciąż krąży pomiędzy ludźmi, ma być następująca historia:
Nie opodal zamku kórnickiego znajdował się średniowieczny zameczek myśliwski, w podziemiach którego zostały podobno ukryte ogromne bogactwa, przez ostatnich jego właścicieli - rodzinę Górków. Skarby te przejęły we władanie złe duchy, nie pozwalając nikomu do nich dotrzeć. Znana ze swojej gospodarności i dbałości o okoliczną ludność, Teofila rozkazała rozebrać ruiny zameczku aż do fundamentów. Mieszkańcy Kórnika z uzyskanej cegły mogli postawić w swoich domach murowane kominy, zabezpieczające domostwa przed pożarami. Złe moce zemściły się za to na Teofili każąc ją, błądzeniem po parku do czasu gdy odkryte zostaną stare skarby Górków. Wówczas dopiero straci władzę nad Teofilą moc diabelska.
Pod koniec XVIII i na początku XIX wieku obiekt uległ ponownemu zaniedbaniu, ale w latach 1824-25 na zamku przeprowadzono podstawowe naprawy i rok później zamieszkał tam Tytus Działyński. Rozmiłowany w przeszłości ojczystej arystokrata postanowił przekształcić swoją nową rezydencję w stylu neogotyckim, miał przy tym romantyczną wizję przypominającej dawne wieki siedziby, ze zbrojownią, pomieszczeniami bibliotecznymi, udekorowaną herbami rodów polskich oraz litewskich.
W rezultacie kolejnej przebudowy, ciągnącej się do 1861 roku, obiekt utracił uzyskany w XVIII stuleciu charakter baroku, otrzymał zaś wygląd romantycznej budowli w stylu gotyku angielskiego z reminescencjami architektury orientalnej. Sylwetę zamku podwyższono o jedną kondygnację i zwieńczono krenelażem. W jego bryłę wkomponowano loggie, wieżyczki i wykusze, a dominantą stała się wysoka ceglana wieża z blankami i smukłą wieżyczką, wznoszącą się ponad nią. Przed fasadą frontową postawiono dobudówkę zwaną babińcem (rozebraną ze względu na pękające mury w roku 1937), nawiązującą formą do barbakanu. Od południa ulokowano na narożnikach dwie prostokątne wieże, a w środku flankowany dwiema smukłymi wieżyczkami szeroki ryzalit, przepruty monumentalną, ostrołukową arkadą, nadającą tej części budynku nieco egzotyczny charakter. W rozplanowaniu wnętrza największym zmianom uległa sień, dzieląca budynek wzdłuż osi poprzecznej. Przepierzono ją ścianą, uzyskując od strony południowej nową komnatę. Pozostałą część sieni zwężono, tworząc po jej bokach miejsce na podręczne magazyny, kredens oraz zejście do piwnic. Na pierwszym piętrze, po stronie południowej połączono dwie przyległe komnaty, tworząc jedną dwupiętrową salę, udekorowaną w stylu mauretańskim i przeznaczoną na zbiory muzealne. Zmieniono cały wystrój nie tylko strony zewnętrznej budynku, ale i jego wnętrza, wykonując nowe odrzwia, piękne intarsjowane posadzki, gotyckie sklepienia, sztukaterię sufitów oraz zdobne stropy.
Pomiędzy Kórnikiem a Bninem, w tamtejszym folwarku zwanym Prowentem, w 1923 urodziła się Wisława Szymborska, nagrodzona w 1996 literacką Nagrodą Nobla. Ojciec przyszłej poetki pracował dla właściciela zamku Władysława Zamoyskiego jako nadzór jego dóbr tatrzańskich.
Zamek w Kórniku jest zabytkiem klasy zerowej. Będący kompilacją różnych wzorów i uważany za jeden z najpiękniejszych polskich przykładów nowożytnej architektury neogotyckiej gmach przyciąga uwagę nie tylko ze względu na duże wartości estetyczne jego formy, ale przede wszystkim z powodu wspaniałych, zachowanych niemal bez zmian XIX wiecznych wnętrz. Pełnią one dzisiaj funkcje muzealne i wyposażone są w tak wielką liczbę pamiątek historycznych, rzeźb, mebli, militariów, obrazów, trofeów myśliwskich, zbiorów podróżniczych, etnograficznych oraz archeologicznych, że na szczegółowe zapoznanie się z całością należy zarezerwować niemal cały dzień.
Zamek jest otwarty dla zwiedzających od wtorku do niedzieli, przed 1 kwietnia i po 1 października w godz. 10.00-16.00, od maja do końca września w godz. 10.00-17.00. W drugiej połowie grudnia i w styczniu zamek jest nieczynny.
Teraz udamy się nad Jezioro Góreckie. Wracamy do drogi nr 2, w Komornikach skręcamy w lewo, w drogę nr 5 (E 261). Do przejechania mamy niecałe 40 kilometrów. Nad Jeziorem Góreckim stoją ruiny zameczku romantycznego.
Jezioro Góreckie położone jest w centrum Wielkopolskiego Parku Narodowego, 3 km na północny-zachód od Mosiny. W dużej części otoczone jest ono urozmaiconymi lasami, zwartą ścianą schodzącymi do lustra wody. Jego powierzchnia wynosi ok. 97 ha, a całkowita długość linii brzegowej przekracza 8 kilometrów. Wyspa Zamkowa zajmuje obszar 1,25 ha i wystaje 10 metrów ponad poziom jeziora. Porasta ją gęsty, 140-letni las. Jezioro Góreckie jest rezerwatem ścisłym: nie wolno się w nim kąpać ani używać łodzi. Odważni na wyspę mogą przedostać się zimą, kiedy tafla zbiornika bywa skuta lodem (zima 2002/2003 była tak mroźna, że po jeziorku spacerowały całe rodziny). W okresie liściastym ruinę przez lata skrywała zwarta zapora drzew, na szczęście ktoś myślący zadecydował niedawno, aby roślinność nieco przerzedzić i obecnie zameczek widać dość wyraźnie. Warto zabrać ze sobą lornetkę lub obiektyw o dużej ogniskowej.
Zamek na wyspie pośrodku malowniczego jeziora kazał wybudować (w latach 1824-25) i prawdopodobnie osobiście zaprojektował Tytus Działyński z Kórnika. Ten romantyczny obiekt stanowił prezent ślubny Tytusa dla swojej siostry Klaudyny i jej męża Bernarda Potockiego, syna pisarza Jana Potockiego - autora Rękopisu znalezionego w Saragossie. Niedługo jednak dane było szczęśliwym małżonkom cieszyć się z zagubionej w leśnej ciszy rezydencji. Po raz ostatni przebywali tam w sierpniu 1830. Gdy późną jesienią wybuchło w Królestwie Polskim powstanie listopadowe, oboje wyjechali, a gdy powstanie upadło - wyemigrowali na stałe. Klaudyna Potocka zmarła 5 lat później w Genewie, Bernard zaś wrócił do Wielkopolski w 1840 i zamieszkał w swych dawnych dobrach - w Tulcach pod Poznaniem.
Więcej
W maju 1848 roku, podczas Wiosny Ludów, w lasach wokół Jeziora Góreckiego zorganizowała się partyzantka. Prusacy przypuszczając, iż w zameczku ma swą siedzibę rząd powstańczy, ostrzelali wyspę ogniem armatnim niszcząc doszczętnie romantyczną budowlę. Powstańcy prawdopodobnie jednak nigdy na wyspie nie rezydowali.
zwiń
Zameczek był pierwszą w Wielkopolsce budowlą romantyczną, której nadano cechy gotyckie i fasadowy charakter obronny. Po wschodniej stronie wznosiła się okrągła wieża zakończona u szczytu pseudogotyckim krenelażem. W jej ścianach przebito rozłożone nierównomiernie ostrołukowe otwory okienne, a także niewielkie okienka przypominające otwory strzelnicze. Przy jednym z okien znajdował się mały balkon, wsparty na konsolach, z którego można było podziwiać wspaniałą panoramę jeziora. Główne wejście usytuowane od strony północnej ujęte było filarami zwieńczonymi pinaklami w kształcie smukłych wież. W mur wieży i w fasadę wmurowano kamienne herby. Zamek był budowlą dwukondygnacyjną i podpiwniczoną. Widoczne do dziś ślady przewodów kominowych, pieców oraz kominków są dowodem, że można było w nim mieszkać o każdej porze roku.
Szum drzew na Zamkowej Wyspie snuje opowieść, że w miejscu, gdzie Tytus Działyński zbudował zameczek dla Klaudyny, kilka wieków wcześniej stał średniowieczny zamek Górków, zburzony przez Szwedów w czasie „potopu”. Ostatni z tego wielkopolskiego, możnego rodu, Stanisław – pieniacz i hulaka – miał w nim więzić swoje żony. A gdy dokonał niegodziwego żywota, trafił prosto do piekła, gdzie musi przez wieczność zamiatać piekielny bruk. Raz w roku jednak, gdy nad Góreckim przechodzi nawałnica, a nad wyspą krążą kracząc złowieszczo kruki, upiór Stanisława Górki powraca na ziemię i szuka swego zamku.
Inna legenda mówi, że potępiony duch Stanisława w postaci zjawy psa, biegnie wzdłuż brzegów Jeziora Góreckiego. Podobno za życia źle traktował chłopów i postanowił dręczyć ich także po śmierci...
Teraz wyruszamy do Szamotuł. Wracamy tą samą drogą aż do trasy nr 2, którą przecinamy i jedziemy dalej w kierunku północnym drogą nr 184. Do przejechania mamy 50 kilometrów. Zamek ulokowany jest nieopodal Rynku, w północnej części miasta.
Cały kompleks otacza park z urodziwym, wiekowym drzewostanem. Obecnie w dawnym zamku (od 1990) mieści się Muzeum Ziemi Szamotulskiej, eksponujące wnętrza siedziby magnackiej z zabytkowym wyposażeniem, porcelanę, stare zegary, dużą kolekcję ikon, numizmaty, a także drzewo genealogiczne rodu Górków. W budynku organizowane są również wystawy czasowe, koncerty, wykłady, odczyty, imprezy patriotyczne, uroczystości rocznicowe oraz spotkania poetyckie.
Więcej
W baszcie znajduje się stała wystawa archeologiczna prezentująca pradzieje ziemi szamotulskiej i historię miasta. Usytuowana nieopodal XVIII-wieczna oficyna to dziś zrekonstruowany warsztat stolarski, tkacki i kowalski oraz wnętrze wiejskiej izby z komorą, gdzie wystawiono narzędzia gospodarstwa domowego i przedmioty codziennego użytku. W wyremontowanym niedawno XIX-wiecznym spichlerzu mieści się Muzeum Archeologii Gazociągu Tranzytowego. Zgromadzono tam znaczną ilość ruchomych zabytków archeologicznych pozyskanych podczas wykopalisk prowadzonych przy budowie gazociągu jamalskiego przebiegającego przez Polskę. Muzeum w Szamotułach otwarte jest od wtorku do niedzieli w godz. 9.00-16.00 (w weekendy od 10.00).
zwiń
Prywatny zamek Nałęczów Szamotulskich zbudowany został u progu XV stulecia w północnej części miasta, na lewym nizinnym brzegu rzeki Sanny. Przypuszczalnie było to ceglane, regularne założenie z czworobocznymi wieżami, otoczone zasilaną wodami wspomnianej wyżej rzeczki fosą. W roku 1513 Katarzyna Szamotulska wniosła budowlę jako ślubne wiano Andrzejowi Górce, który przekształcił zamek w duchu renesansu, a w 1518 wybudował wysoką ceglaną basztę, strzegącą wjazdu na teren warowni.
W roku 1549 baszta ta została przebudowana przez poznańskiego muratora Jana Czeterwana (w 1869 częściowo ją zrekonstruowano). Po śmierci Andrzeja obiekt trafił w ręce jego syna, wojewody poznańskiego Łukasza Górki, by w latach późniejszych stanowić siedzibę wielu znamienitych rodów wielkopolskich, m.in.: Gostyńskich, Rokossowskich, Korzobok-Łąckich czy Mycielskich. W XVIII i XIX wieku dwuskrzydłowy gmach przekształcono w sposób zacierający jego pierwotnie obronny charakter. W roku 1837 budowlę przejął pruski następca tronu Fryderyk Wilhelm, a następnie przekazał ją przedstawicielom książęcego rodu Sachsen Coburg-Gotha. W 1869 rozpoczęto generalny remont zamku, połączony z częściową jego rekonstrukcją, a już zupełnie niedawno, bo w latach 1976-89 będący efektem przebudowy pałac regotyzowano. Obecnie pełni on funkcje muzealne.
Najstarszym elementem założenia obronnego jest ceglana wieża, zwana basztą Halszki. Wzniesiono ją jako budowlę obronną, a następnie przystosowano do celów mieszkalnych. Wieża zbudowana jest na planie prostokąta o wymiarach około 8x11 metrów i posiada cztery kondygnacje. Związana jest z nią smutna historia córki Beaty Kościelskiej i kniazia ostrogskiego Eliasza Elżbiety Katarzyny z Ostrogskich, zwanej pieszczotliwie Halszką.
Szlachcianka, do której miał należeć ogromny majątek, już jako 14-latka porwana została (nieskutecznie) przez młodego kniazia Dymitra Sanguszko, za co czekał go najwyższy wymiar kary. Potem sprawujący nad nią symboliczną opiekę (ojciec już nie żył) Zygmunt August oddał Halszkę wojewodzie poznańskiemu Łukaszowi Górce, od którego wystraszona dziewczyna szybko uciekła do klasztoru dominikanów w odległym Lwowie, gdzie wzięła ślub z młodym kniaziem Symeonem Słuckim. Król jednak związku tego nie zaakceptował, anulował małżeństwo, a Elżbiecie nakazał powrót do Łukasza.
Ponieważ Halszka nie chciała spełniać swych małżeńskich obowiązków, przez 14 lat więziona była w słynnej baszcie szamotulskiego zamku. Księżniczka mogła zeń wychodzić jedynie w celu uczestniczenia w odprawianych w pobliskiej kolegiacie nabożeństwach. Jej mąż - gorliwy zwolennik reformacji - zasłynął z faktu, iż kościoły katolickie w swych dobrach przekazał na zbory luterańskie, a kielichy i monstrancje kazał przetopić na prywatne potrzeby. Nieprzychylni Górce opowiadali, że z pozyskanego w ten sposób kruszcu polecił wykonać złote obroże dla swoich psów. W 1573 Łukasz III Górka bezpotomnie zszedł z tego świata i dopiero wówczas Halszka odzyskała wolność. Popadła jednak w obłąkanie i zmarła w niespełna trzy lata po swoim małżonku.
Jak mówi legenda, w pochmurną noc księżycową, nie opodal baszty można spostrzec wolno przesuwającą się postać kobiecą w pokutniczych szatach. Gdy zniknie w baszcie, słychać płacz i zawodzenie ducha nieszczęśliwej Halszki z Ostroga, tłumione przez grube mury baszty.

( fot. Jerzy Strzelecki "Zamek w Gołańczy")
Tragiczne losy Halszki stały się inspiracją twórczą dla szeregu artystów, m.in. J.I. Kraszewskiego (powieść "Halszka") i J. Matejki (w "Kazaniu Skargi" postać Halszki znajduje się obok Anny Jagiellonki).
Przed nami ostatni etap naszej wycieczki – zamek w Gołańczy. Wyjeżdżamy z Szamotuł drogą na północy wschód, w kierunku na Oborniki, Wągrowiec. Do pokonania mamy około 70 kilometrów. Ruinka stoi w południowo-wschodniej części miasta, na wschód od Rynku i około 300 metrów na południe od dworca PKP.
Pierwsze wzmianki o osadzie Golanch pochodzą z 1222 roku, kiedy w dokumentach pisanych pojawiła się ona jako wieś książęca płacąca 10-cinę klasztorowi cystersów w Łeknie. W XIV stuleciu Gołańcz należała do możnego w czasach Łokietka rodu Pałuków i prawdopodobnie jeden z jego przedstawicieli rozpoczął budowę niewielkiego murowanego dworu obronnego, określanego w dokumentach z roku 1383 jako fortalicjum-castrum. Z tamtego okresu znany jest pierwszy poświadczony historycznie właściciel zamku - rycerz Jakub Kusz.
Więcej
Głównym elementem XIV wiecznej siedziby rodowej Pałuków był murowany gmach o podstawie prostokątnej (17x11), zbudowany z cegły na kamiennych fundamentach. Jego wnętrze na każdej kondygnacji podzielone było na trzy pomieszczenia, dwie ogrzewane kominkami izby i wąski trakt komunikacyjny (później) w postaci schodów. Pomieszczenia te powiększono optycznie poprzez wycięcie w ścianach ostrołukowych wnęk. Dostęp świeżego powietrza i światła zapewniały porozmieszczane w prosto rozglifionych wnękach niewielkie otwory okienne. Konstrukcję główną otaczały zapewne inne drewniane budynki i urządzenia obronne (prawdopodobnie wówczas jeszcze wał z palisadą). W drugiej połowie XV stulecia założenie zostało zmodernizowane: gmach podwyższono o dwa poziomy, przekształcając w wieżę mieszkalno-obronną z salą reprezentacyjną na piętrze górnym. Dziedziniec otoczono czworobokiem murów wzmocnionych cylindryczną wieżą położoną w narożniku północno-zachodnim oraz budynkiem bramnym w kurtynie zachodniej. Być może wtedy powstał też trzyizbowy dom w części południowej dziedzińca i ew. wieża wschodnia. Obronność zamku wzmacniała otaczająca go fosa zasilana wodą z leżącego tuż obok jeziorka Smolary.
zwiń
W latach 60-ych XV wieku wieś przeszła w ręce rodu Grudzińskich, którzy zmodernizowali warownię, nadając jej formę umocnionej wieży mieszkalnej o zbliżonym do dzisiejszego kształcie. Na początku XVII wieku budowlę wraz z okolicznymi dobrami kupili Smoguleccy. Doświadczyli oni wielkiej rzezi, jaką wojska szwedzkie dokonały na wrogich sobie obrońcach gołanieckiego zamku: 3 maja 1656 roku oddział konny uzbrojony w cztery armaty ostrzelał warownię, wysadził most oraz bramę, a gdy najeźdźcom udało się wedrzeć do środka, wymordowali całą załogę (źródła podają liczbę 200-460 ofiar) nie oszczędzając nikogo.
Na temat owych tragicznych chwil powstało wiele lokalnych legend. Jedna z nich mówi, że do obrony twierdzy zachęcała rodaków piękna starościanka Hanna. Dowódca szwedzkiego oddziału zdecydował się przerwać oblężenie, ale pod warunkiem, że odważna dziewczyna zostanie jego żoną. Ta - niczym legendarna Wanda, co z Niemcem dzieci mieć nie chciała - odmówiła wybierając śmierć w pobliskim jeziorze. Inna legenda głosi, iż przyczyną zejścia starościanki nie był uparty szwedzki adorator, lecz rozpacz na wieść o zamiarze poddania zamku wobec wielokrotnej przewagi wroga. W obliczu jej samobójstwa obrońcy postanowili walczyć do końca. Nie udało się. Szwedzi przełamali opór, a potem zrobili swoje.
Historie ze starościanką mają różne fabuły, ale zakończenie jedno: Hanka zawsze kończyła w stawie. Mówi się, że odtąd każdego roku w wigilię nocy świętojańskiej z toni wód jeziora wynurza się w pobliżu zameczku niezwykłej urody dziewica. To starościanka Hanna, która we włosy ma wplecione lilie, a prócz tego w jednej z rąk trzyma bukiecik z tych pięknych kwiatów. W ciemnościach nocy smętnie spogląda na gołaniecki zamek, a gdy wybije północ - jej postać ginie w toni jeziora. Dopełnieniem tych legend są opowieści mieszkańców tych okolic, którzy twierdzą (ci bardziej wrażliwi), iż każdej nocy między godziną 24 a 1 spotkać można widmo mężczyzny w czarnym stroju, który spod łuku bramy zamkowej spogląda na miasto. To ponoć zjawa samego starosty gołanieckiego, który opłakuje samobójczą córkę.
Po wycofaniu się Szwedów warownię odbudowano. Jednak pomimo wysiłków kolejnych właścicieli był on jednak w coraz gorszej kondycji i jako nie nadający się do dalszej eksploatacji został ostatecznie opuszczony około roku 1830. Przez następne 100 lat zameczkiem nikt się specjalnie nie interesował. Dopiero w I połowie ubiegłego wieku skupił on uwagę historyków - najpierw niemieckich, którzy w latach 1941-43 prowadzili na jego terenie prace archeologiczne - a następnie polskich. Po wojnie, w okresie 1951-53, zabezpieczyli oni zabytkową ruinę i poddali ją konserwacji. W roku 1989 warownię kupiła (prawdopodobnie) obywatelka USA.
Dzisiaj gołaniecki zamek to zabezpieczona betonowymi stropami, zadaszona ceglana wieża z częściowo otaczającymi ją 4-metrowej wysokości murami, zachowanymi od strony północnej i od zachodu. W narożu murów wznosi się cylindryczna baszta z otworem strzelniczym; fragmentarycznie przetrwała też barokowa brama wjazdowa z drugiej połowy XVIII wieku, zbudowana na fundamentach bramy gotyckiej. Stojąca nad samym brzegiem jeziora ruina jest ogólnie dostępna z zewnątrz, natomiast wstępu w zakres międzymurza i do samej wieży broni prowizoryczny i niedbale ustawiony płot z drutu, który łatwo sforsować (na własną odpowiedzialność).
powrót